Szukając błędów w samej teologii, które stały się przyczyną zaistnienia reformacji, można stworzyć długą listę elementów, przeciwko którym wystąpili jej twórcy. Patrząc na nie jednak może się okazać, że dostrzegamy same owoce drzewa, podczas, gdy dobrze byłoby ujrzeć ich korzeń – to z czego one wynikają. O takich dwóch naukach, które stanowiły swoiste korzenie ówczesnego kościoła a jednocześnie podstawę na której wyrosły najbardziej odrażające jego błędy, traktować będzie poniższy tekst.

Chrześcijaństwo rozwijające się w pierwszych wiekach naszej ery na wszystkich frontach spotykało się z oporem pogaństwa. Tam gdzie misję chciano propagować „ogniem i mieczem”, tam opór ten był większy, gdzie zaś dzieło to realizowano przez głoszenie słowa, był zdecydowanie słabszy. Większość tych religii pogańskich, choć inaczej nazywały swych bogów i realizowały inną formę odprawiania kultów, miały dwa wspólne filary wiary, i właśnie w nie uderzyło chrześcijaństwo. I to uderzyło z całą swoją siłą, tak, że zachwiały się fundamenty tych religii.

Pierwszym z tych filarów była nauka o drodze, na jakiej człowiek mógł doświadczyć przychylności bóstw. Jeżeli żył “wystarczająco dobrze” i składał odpowiednie ofiary, mógł liczyć na swego rodzaju „zapłatę” z ich strony. W ten sposób  w religiach tych zbawienie (szeroko rozumiane – zależnie od religii, której dotyka) pochodziło od człowieka. Jako nagrodę obiecywały niebo, cenę nieba jednak wyznaczały same, a cena ta była olbrzymia. W nomenklaturze chrześcijańskiej możemy nazwać to zbawieniem z uczynków. Wykonaj A, a ja dam Ci B.

Drugą z nich pozwolę sobie przedstawić za pomocą cytatu z książki “Historyja reformacyji” J. H. Merle d’Aubigne:
“W obrządkach pogańskich uważano kapłanów za istoty niewiele niższe od bogów. Narody mieszkające w Egipcie, Galii, Germanii, Brytanii czy we Wschodnich Indiach zależne były zupełnie od swojego duchowieństwa, które panowało nad sumieniami, dopóki lud nie przejrzał. Chrystus ustanowił wprawdzie urząd kaznodziejski, ale nie ustanowił stanu kapłańskiego; on obalił te żyjące bożyszcza narodów, pozbawił władzy wyniosłą hierarchię, odebrał człowiekowi co człowiek wziął Bogu i zagwarantował człowiekowi bezpośrednią styczność z odwiecznym źródłem prawdy objawiwszy siebie jako jedynego Pana i jedynego pośrednika. <<Jeden jest mistrz wasz, Chrystus, ale wyście wszyscy braćmi>> “Mat.23,8”.
Patrząc na chrześcijaństwo wieku XVI stoimy w obliczu zatrważającego obrazu – wizji kościoła, który stoi na tych samych filarach, z którymi tak usilnie walczył przez zwiastowanie ewangelii. Przez wiele stuleci, zazwyczaj w wyniku powolnych przemian odbudowywano fundamenty religii śmierci, która wcześniej ustępowała religii życia. Choć proces tej negatywnej przemiany zgodny był z tendencjami ludzkiej natury, to jednak biorąc pod uwagę, iż mówimy o Bożym kościele, nasze zdziwienie tym faktem wydaje się być zupełnie na miejscu. Oczywiście omawianym filarom nadano nowe nazwy, pasujące nieco bardziej do środowiska chrześcijańskiego, ale ten manewr ukrycia ich prawdziwego oblicza nie mógł ostać się na zawsze, musiał kiedyś zostać obnażony w obliczu światła płynącego ze Słowa Bożego.

I tak zbawienie znowu przychodziło w wyniku zasługi – czy to pokuty w formie biczowania, pielgrzymek, postów, odpustów – za żywych i umarłych, wypraw wojennych dla odpuszczenia grzechów przeszłych i przyszłych – jednym słowem wszystko co sprzyjało rozwojowi interesów hierarchii kościoła, pod religijnym płaszczykiem nałożono na biedny lud, którego spracowane kolana uginały się pod potężnym ciężarem, którego nikt unieść nie potrafił. Wszystko w kościele miało swoją cenę, więc kupczono. Na prawo i lewo sprzedawano łaskę, która zawsze miała być darmowa. Kościół wyglądał trochę jak sklep, z dobrze oznaczonymi cenami każdego produktu.

Dlaczego społeczeństwo akceptowało taki stan rzeczy? Ponieważ drugi filar pogańskiej nauki został równie solidnie odbudowany. Kapłaństwo stało się kastą, która odebrała ludziom naukę Słowa Bożego, a udzieliła im nędznych skrawków ludzkich domysłów i pustych filozofii. Kapłani jako pośrednicy stanęli między ludźmi a Bogiem, nie pozwalając przejść nikomu. Nawet grzechu nie można było wyznać Bogu, ale kapłanowi, który miał moc przebaczenia i nałożenia pokuty. Biblia była zbyt droga aby lud mógł ją posiadać. Uczono, że nikt nie może jej interpretować poza duchownymi. Prowadzenie nabożeństw w języku niezrozumiałym dla ludzi tylko pogłębiało ich niewiedzę i zabobony. Choć nie jest łatwo o tym pisać, to jednak chrześcijaństwo wyjątkowo przyczyniało się do ciemności owego okresu, hamując jakikolwiek rozwój intelektualny człowieka – ponieważ rozwój to zagrożenie. Dlatego właśnie, gdy lud uwierzył w to, że ich nauczyciele znaczą więcej niż oni sami, wiedzą więcej, rozumieją lepiej, mają dostęp do świętszych rzeczy, nie miał dostępu do niczego innego jak nauki tychże przewodników. Nie mając zaś nadziei na nic lepszego, starał się zaspokoić potrzeby duszy metodami, które ludzkie umysły dla nich wymyśliły. Metodami, które nie dawały pokoju, które nie dawały życia. Monety za zbawienie duszy. I tak państwa ubożały, lud marniał, a papiestwo stawało się coraz bogatsze i coraz bardziej wpływowe.

Pogańskie założenia, na których stanął chrześcijański kościół.

Czy w dzisiejszym świecie religijnym te dwa filary ciągle jeszcze podtrzymują kościół? Jeżeli trafnym jest porównanie średniowiecznego kościoła ze względu na jego zasady funkcjonowania do sklepu, to dzisiaj na jego szyldzie napisane jest „wszystko za darmo”. Na oknie naklejone są plakaty: „kupuj bez pieniędzy i bez płacenia”. Sprawdź jednak, czy wchodząc do środka nie jest tak, iż produkty otrzymasz co łaska od 40 zł.